Urodziny

Warto obchodzić urodziny. Szczególnie te okrągłe. Oczywiście jak jest z kim celebrować.
To cudowna chwila, gdy przy stole gromadzi się cała rodzina. Wszystkie dzieci, wnuki, a my „…Jeszcze w zielone gramy! Jeszcze nie umieramy…”(Wojciech Młynarski). Chociaż stale ocieramy się o przemijanie. No dobra – przemijamy. Kogoś przy stole brakuje. Ktoś nowy się pojawił. Wszystko zmierza w naturalną, dobrą stronę. Nie dziwi mnie więc, ani nie przeraża nieuchronność śmierci. Wszak „żyjemy dla tej godziny”(Chiara Lubich).
Znacznie bardziej fascynuje mnie fenomen narodzin, lub dokładniej – pojawienia się na tym świecie. Dlaczego? Po co?
Tak jak śmierć wydaje się nam oczywista, podobnie jak noc następująca po dniu, tak narodziny człowieka są tajemnicą na miarę powstania Wszechświata.

Niemożliwe jest sięgnąć pamięcią do dnia swoich narodzin, tym bardziej do wcześniejszej jeszcze swojej historii, aby dotknąć chociaż tej tajemnicy. Nikły ślad tego dotknięcia znajduję w mojej siostrze, która towarzyszyła mi od chwili naszego poczęcia. Wcześniej było światło w oczach rodziców, ale to już tyle lat gdy zgasło.
Teraz nasze dzieci i wnuki powinny odnajdować swoją historię w nas. Gdy pozostaniemy blisko, będą czuły, że jesteśmy coraz bliżej tajemnicy. A gdy już się nam objawi, może się okazać (jestem pewien, że się okaże), jak bardzo to wszystko jest jasne i proste! Tak oczywiste, jak przytulenie mojego wnuka, gdy trzymam go na kolanach.

Istnieję więc po to by kochać, po to by być kochanym. Sens życia wypełnia się w tych relacjach, zarówno z Bogiem jak i z ludźmi. To co między nami nigdy nie umiera. Śmierć nad tym nie ma władzy. Dlatego spotkania z drugim człowiekiem są takie ważne. Tak ważne jak modlitwa – spotkanie z Bogiem. To tutaj wykuwa się nasza nieśmiertelność.