Natura pojednania

Jestem w trakcie lektury książki „Sekretne życie drzew” Petera Mohlleben’a. Wydaje się, że autor trochę koloryzuje opisy zjawisk przyrody, przypisując roślinom cechy innych istot żywych, doszukując się jakiejś autonomicznej lub grupowej „myśli” w życiu drzew. Oczywiście autor ma prawo do takiej interpretacji. Zresztą dzięki temu książkę świetnie się czyta.
Uważam, że cała przyroda, w tym również drzewa, funkcjonują według wspaniałej, zakodowanej w ich genach Myśli. Cała struktura drzew, jak wszystko w przyrodzie, dąży do równowagi. Dobrze to widać w dążeniu do osiągnięcia mechanicznej stabilności przez samotnie rosnące okazy.

Jeden z dwóch pomnikowych wiązów polnych (ulmus minor), które rosną obok mojego domu, rozdzielił się w przeszłości na dwa pnie. Leśnicy określają to jako „dwójka”. Taka konstrukcja źle rokuje na przyszłość. Dwa, coraz większe i cięższe pnie rozrywają połączenie podczas uderzeń wiatru. Z rozwidlenia od dawna wypływa zabarwiona na ciemny kolor woda, co jest oznaką obecności grzybów rozwijających się w nieustannie otwieranej ranie.
Drzewo jednak ‚czując’ zagrożenie podjęło walkę o przetrwanie. Przed 25 laty, kilka metrów nad rozwidleniem, z północnego pnia wyrósł konar, który zaczął uszkadzać korę pnia południowego. Po kilku latach powstała rana zaczęła się zabliźniać tworząc solidny, mocny zrost. Niebezpieczeństwo ‚rozłamu’ zostało zażegnane. Drzewo odzyskało stabilność i równowagę. Po okresie spowolnienia znów rozrasta się swobodnie.

Opisana wyżej historia napawa mnie nadzieją, że krwawiące pęknięcie powstałe w naszym życiu społecznym oraz polskim Kościele, nie skończy się nieodwracalną katastrofą. Że z któregoś pnia wyrośnie konar, który na nowo zespoli całą konstrukcję. I nie o to chodzi, żeby zmienić poglądy drugiej strony, żeby ją zdominować lub wyciąć. Różnice były, są i będą. Wizja instytucji państwa na przykład, różni nas od lat. Dla jednych podmiotem bytu państwowego jest człowiek – wolna jednostka, dla drugich wspólnota, której dobru wolność jednostki jest podporządkowana. Podobnie różnią nas poglądy na rolę Kościoła w życiu społecznym. Jak żyć wspólnie z taką odmiennością? Ano, musi nastąpić pomiędzy dwoma ‚pniami’ przepływ życiodajnych soków. Musimy zacząć rozmawiać. A nie odwracać się od brata, gdy uzyskaliśmy chwilową przewagę w dostępie do światła i chcemy wykorzystać tę chwilę do szybkiego wzrostu i dominacji. To do niczego nie prowadzi. Ryzyko pęknięcia takiej niesymetrycznej konstrukcji wzrasta niepomiernie.

Z którego pnia wyrośnie gałąź, która będzie zaproszeniem do dialogu? Z czym trzeba się będzie zmierzyć, gdy do oczekiwanego spotkania dojdzie? Taka operacja nie może być bowiem bezbolesna. To musi boleć. Musi zostać zdarta kora kłamstwa, niechęci i pogardy, żeby powstała rana zaczęła się zabliźniać.
Wierzę w to, że Bóg dał nam – ludziom, tak jak drzewom, zdolność do odbudowy wzajemnych relacji w imię wspólnego dobra. Mimo różnic, które wynikają z naszej natury.