Klucz do braterstwa
Jako dziecko wzrastałem w czasach gomułkowskich, we wszechobecnej antyniemieckiej atmosferze. Język niemiecki nie tylko był mi obcy, ale bardzo mnie drażnił.
List biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 roku był dla mnie wówczas niezrozumiały. Niechęć do zachodnich sąsiadów Polski utrzymała się u mnie również w dorosłym życiu.
Pamiętam jak w latach 90-tych, wracając samochodem z Francji, zabrałem dwójkę autostopowiczów. Wydawali mi się sympatyczni, dopóki rozmawialiśmy po angielsku. Gdy zaczęli porozumiewać się między sobą w swoim, niemieckim języku, cała sympatia się ulotniła. Tak głęboka to była niechęć, chociaż zdawałem sobie przecież sprawę, że to nie ci młodzi ludzie zadawali w przeszłości ból i śmierć mojej Ojczyźnie i mojej rodzinie.
Aż przyszedł rok 2004, gdy w pierwszych dniach maja, zaraz po wejściu Polski do Unii Europejskiej udałem się do Stuttgartu na współorganizowany przez Ruch Focolari kongres „Razem Dla Europy”. Papieża Jana Pawła II reprezentował tam kardynał Walter Kasper.
Chiara Lubich, założycielka Ruchu Focolari mówiła o tym spotkaniu, że to moment historyczny, który daje różnorodnej Europie klucz do budowania uniwersalnego braterstwa.
Z jej ust padła propozycja, aby każdy odwrócił się w kierunku swojego sąsiada i zadeklarował miłość do jego ojczyzny.
Zmroziło mnie, bo obok siedziało dwóch młodych mieszkańców Berlina.
Po wyczekaniu kilku chwil, odwróciłem się w stronę mojego niemieckiego rówieśnika i przez napływające do oczu łzy wypowiedziałem pomału zaproponowane słowa. Najpierw po polsku, a później w języku angielskim: „Kocham twoją ziemię, twój kraj tak jak mój własny”.
To był przełom. To było dla mnie jak głęboki oddech świeżego powietrza po zaduchu niechęci i wrogości. Wierzę, że to Duch Święty, którego charyzmaty przywoływaliśmy na kongresie sprawił, że od tamtego momentu całkowicie inaczej odbieram język niemiecki oraz osoby nim się posługujące. Mam kilku niemieckich przyjaciół.
Z pełną świadomością krzywd i win, w jakich mieli udział nasi przodkowie, jesteśmy w stanie budować wzajemną jedność i braterstwo.
Publiczne ogłaszanie, że „nigdy Niemiec nie będzie Polakowi bratem”, jest nie tylko nieewangeliczne, ale też niezgodne z prawdą. Prawdą, której osobiście doświadczyłem i wciąż doświadczam.

Ludzie w średnim wieku maja wpojoną niechęć do Niemców, ale można sobie z tym poradzić – wystarczy tam pojechać. Najpierw spacer ze Świnoujścia, Słubic, czy Zgorzelca na drugą stronę. Potem wyjazd kilka kilometrów, jakieś kościółek, czy muzeum. Potem jazda pociągami – po udręce z PKP-IC można je z powrotem polubić!
Niemcy, to bardzo przyjemny kraj, lepiej zorganizowany i z zabytkami starszymi od Polski (na Zachodnie i Południu).
Pozdrawiam.
Bardzo piękne i mądre słowa. Doświadczyłam czegoś bardzo podobnego. Pochodzę z Górnego Sląska, gdzie nawet w szkole podsycano w nas nienawiść i wrogość do Niemców. Temu m.in służyła komunistyczna propaganda. W kamienicy w Zabrzu, gdzie mieszkałam z moją rodziną większość sąsiadów nie mówiła po polsku i nie rozumiałam jako dziecko, dlaczego mam być wroga dla moich sąsiadów. Ale języka niemieckiego nie lubiłam, chociaż z czasem nieźle zaczęłam go rozumieć: moja mama i babcia rozmawiały po niemiecku jak nie chciały żebyśmy z bratem rozumieli o czym mówią. Losy rzuciły mnie do Świebodzina na Ziemi Lubuskiej gdzie przez 3 lata chodziłam do liceum w ośrodku dla młodzieży niepełnosprawnej. Językiem obcym, którego uczył nas profesor Jan Sobociński był język niemiecki. Dzięki profesorowi zaczęłam cenić kulturę niemiecką, czytać Tomasz Manna czy Hermana Hessego . Nawiasem mówią Czarodziejska Góra to moja ukochana książka. Uczestnicząc jako wolontariuszka w pomocy dla Polski w stanie wojennym i później, widziałam jak ogromną pomoc świadczyli niemieccy
Dziękuje Ci bardzo za tę refleksję