Czwartkowy wieczór

106-0606_IMG Siedzimy przy ognisku na dziedzińcu domu Annasza. Szymon usiadł obok mnie. Całkiem rozbity. Już dwa razy ktoś go pytał czy zna Jezusa i się wyparł: – Nie wiem co robić. Straciliśmy Go. Już go nie ma. I po co chodziliśmy za nim przez trzy lata? Lepiej gdybym dalej łowił ryby.

Jezusa wprowadzili do sieni, na stopnie przy wejściu. Widać Go związanego powrozami jak pospolity przestępca. Przy ognisku jest ciepło. Siedzi z nami parę osób. Rozmawiają o jedwabiu, który przywieźli dzisiaj z Damaszku kupcy zdążający na Święto. O Jezusie też się mówi:
– Taki młody i miły, szkoda go.
– Musi umrzeć, nie wolno podważać praw danych nam przez samego Boga!
– A On to robił?
– Sam się ogłosił Synem Bożym. Za to jest tylko jedna kara. Z tymi Galilejczykami tylko same problemy. Zaraz, ty też jesteś Galilejczykiem – Piotr cały struchlał – pewnie rybak, ma szydło do sieci przy torbie. – Ty też z nim byłeś?
– Człowieku, nie wiem o czym mówisz! – Zapiał kogut. Jezus odwrócił się i spojrzał z daleka na Piotra. Nie widziałem wszystkiego, siedziałem skulony, też jestem z Galilei.

Jezu, jak ja bym się zachował gdyby mnie ktoś spytał o Ciebie? Usprawiedliwiam się, że tak, z podniesioną głowa co niedziela chodzę do kościoła. Zaryzykowałem nawet utratę dobrej pracy w imię zasad, które głosiłeś. Ale wypieram się Ciebie każdego dnia gdy grzeszę. Daj mi gorzko zapłakać, jak Piotr.