Wielki Piątek

drzewo-zycia

Już nie słyszę obelg i krzyków rzymskich żołnierzy. Widzę jak bierzesz Jezu krzyż na swe ramiona. Uginasz się pod ciężarem belki i ruszasz popychany i bity, ruszasz w górę. Dlaczego nie pozwalasz mi pomóc nieść Twojego krzyża? Odpychasz mnie delikatnie, z miłością w oczach. Podtrzymam cię chociaż, byś nie upadł. Jesteś już tak słaby, upadasz jednak. Wokół krzyki, urągania zmieszane z hałasem targowiska. W tłumie Twoja zbolała Matka. Ona tez nie może Ci pomóc. Gdy po upadku nie możesz już podnieść krzyża, wyciągają z tłumu Szymona. Ja też chcę iść z nim, ale to nie Twój krzyż niesiemy. Niesiemy nasz własny. Im Tobie jest ciężej, tym nam lżej iść. Wokół lamentuje tłum kobiet. Były w tłumie, który krzyczał – Ukrzyżuj Go! – Tak jak i my. Dowlekli Cię na Górę. Odarli z szat i resztek godności. Już wszystko gotowe.

Stoimy jak sparaliżowani patrząc na gwoździe przebijające Twoje ciało. Podnosząc głowy w ślad za Tobą wciąganym na wbity w ziemię pal. – Jezu, czy zdołam odwzajemnić Twoje poświęcenie? – Nie myśl o tym – słyszę – bądź wolny. Będąc wolny możesz wszystko. Możesz kochać. Nie daj się zniewolić.

– Wykonało się! Koniec kaźni. Przedłużanej krzyżem agonii. Kobiety zatrwożone, zgubione stoją w oddaleniu zbite w gromadkę. Setnik składa wyznanie wiary. Maryja podtrzymywana przez spłakanego Jana trwa w milczeniu. Tak wygląda zbawienie świata. Teraz pustka oczekiwania na nowe życie, które już kiełkuje w sercach tych paru osób.

Dzieła dokończyły najgorsze ludzkie cechy: zdrada, kłamstwo, pogarda dla życia. Czy od dziś straciły swoją moc niszczenia? Tak, od dziś przestały być śmiertelne dla tych którzy je popełniają. Śmierć straciła swój oścień. Jest już tylko śmiercią – naszą siostrą.