Palmowa

jerusalem Atmosfera niechęci, jaka narastała wokół Jezusa na tydzień przed Świętem Paschy, jest, albo może się stać udziałem każdego z nas. Każdego, kto otwarcie głosi swoje poglądy przeciwne utartym zwyczajom.
Czy dzisiaj w podobnej sytuacji nie jest papież Franciszek? Chociażby przy okazji ubiegłorocznego synodu. I on i ojcowie synodalni nie sprzeciwiają się doktrynie, ale z uwagą przyglądają się powstałym przed wiekami przepisom, które niekoniecznie oddają pełnię przesłania Jezusowego. Przepisy te dostosowane były do realiów świata, w którym powstawały. Przepisy stworzone za czasów Mojżesza były odpowiedzią na zapotrzebowanie ówczesnych ludzi. Tak, aby łatwiej trafili do Boga w ów czas. Jezus podważa aktualność większości z nich. To budzi niechęć i nienawiść tych, którzy żyją z tych przepisów przestrzegania.

Lud zachwycony słowami i cudami krzyczy: Hosanna! Z łatwością zmieni ton i treść okrzyków w Wielki Piątek. Ilu katolików zachwyconych Franciszkiem i jego „buonasera” nie przyłączy się do nagonki, która tli się tu i ówdzie?

Dzisiaj jeszcze śniadanie w Betanii. Bezpieczny dom przyjaciół. Za kilka dni osamotnienie, pręgierz i krzyż.

Dziś rano Jezus mówi do mnie: „miłość nigdy nie ustaje. To co widzisz oczami ciała: Marta, Maria, Łazarz, moi uczniowie – to zniknie. Wszyscy umrą, dom ulegnie zniszczeniu. To co jest pomiędzy nami – nasza przyjaźń i miłość nigdy się nie skończy. To warto budować. To jest niezniszczalne.