Co zrobiłby Jezus?
What would Jesus do? (Co zrobiłby Jezus?)
To bardzo popularne wśród amerykańskich chrześcijan pytanie. Stawiają je oni sobie gdy mają wątpliwości jak postąpić. Dotyczy ono w szczególności relacji międzyludzkich. W pracy, w rodzinie, wśród przyjaciół, ale powinno być stawiane również w polityce.
Może takie pytanie bywa czasami trochę powierzchowne i ma za zadanie sprowokować do reakcji otoczenie? Stawiane jednak sobie samemu, we własnym sumieniu, ma głęboki sens.
Jako uczniowie Jezusa powinniśmy wciąż na Niego spoglądać i w Nim szukać wzorca naszego postępowania. Żeby takie pytanie jak w tytule na poważnie postawić, powinienem Jezusa dobrze poznać. Do tego nie wystarczy lektura Ewangelii, nawet bardzo staranna. W Ewangelii trzeba Jezusa spotkać. Muszę przemodlić kolejne rozdziały, wersety i zdania.
Kontemplując ewangeliczne opisy Jezusowego życia, powinienem wsłuchiwać się w odpowiedzi na pytania, które stawiam, ale też na te pytania, których nigdy nie zadałem.
Ewangelia to Żywe Słowo. Czytane i rozważane we wspólnocie, może stać się prawdziwą, głęboką rozmową z Jezusem, który w takiej wspólnocie Słowa jest prawdziwie obecny. Gdy mam oparcie w częstym uczestniczeniu w liturgii Słowa, mogę na serio rozmyślać nad moją codziennością, stawiając tytułowe pytanie: Co zrobiłby Jezus?


Polityka to jest chyba ostatnie miejsce, gdzie można spodziewać się miłości…
To zawołanie jest popularne zwłaszcza chyba wśród młodych. Można sobie kupić bransoletkę z napisem WWJD, i chyba nie tylko po to by zadawać sobie to pytanie, ale też jest to wyraz przywiązania do Jezusa – Tego, który jest zawsze blisko, który naprawdę kocha, w tym świecie pełnym nienawiści.
Pewnie masz rację, ale marzyłoby się, żeby i w polityce chrześcijanin lub ten, który się za chrześcijanina uważa, zadał sobie to tytułowe pytanie, zanim się odezwie.
Cóż, z obfitości serca mówią usta 🙂 (Łk 6,45)
To jest prawdziwe aż do bólu.
Dziękuję za Twoje rozważanie! Niby banał, czy oczywistość – „Co zrobiłby Jezus?”. A jednak, jak często naprawdę się nad tym zastanawiamy? Bo ja mam wrażenie, że to pytanie jest jak lustro – im dłużej w nie patrzę, tym bardziej widzę, ile mi jeszcze brakuje.
Artykuł fajnie to podkreśla – samo czytanie Ewangelii to za mało. Niby znamy historie, przypowieści, wiemy, jak Jezus reagował. Ale czy naprawdę Go spotykamy i widzimy obok siebie? Ta wręcz przysłowiowa praca, rodzina, ulica – czy ktoś się kiedyś zatrzymał i pomyślał: „A co On by teraz zrobił, jak by się zachował, spojrzał?”
I to chyba jest ten problem – my, świadomi chrześcijanie, niby wiemy, ale jednak ciągle się o to potykamy. Bo to nie jest tylko kwestia wiedzy, ale serca, nawyku.
Tak. To sprawa serca. Dzięki za cenny komentarz.