ONI tu są!

Spotkałem wczoraj na parkingu przed basenem mamę Przemka.
I ona i ja odwoziliśmy nasze dorosłe już dzieci na zajęcia. Poprosiła o spotkanie i rozmowę na temat przyszłości swojego syna. Młodego mężczyzny ze znaczną niepełnosprawnością, którym zajmuje się samotnie. Problem pojawił się nagle, po nawrocie jej choroby. Mimo czterdziestu paru lat pani Ewa ma prawo przypuszczać, że niewiele już ma życia przed sobą.

Będziemy radzić, ale nasza fundacja i tak żyje „od projektu do projektu”. Na stałe mamy zapewnione finansowanie naszych ośrodków dziennego pobytu: ŚDS-u i WTZ-u. Obie instytucje, dzięki współpracy z miastem, funkcjonują zresztą na naprawdę dobrym poziomie. Co z tego, skoro Przemek pewnie nie będzie mógł korzystać z naszej oferty. Jeżeli nie zaopiekuje się nim dalsza rodzina (co zdarza się niezmiernie rzadko), wyląduje w jakimś DPS-ie poza Toruniem (w mieście nie ma miejsc). Tam, mimo starań personelu, raczej nie będzie miał takich możliwości rehabilitacji jak dotychczas. Zresztą, zapytajcie Przemka. On chce żyć tutaj.
Dobrze. Dla lepiej funkcjonujących osób będziemy przygotowywać we współpracy z miastem program mieszkań chronionych. Czwórka z nich już ćwiczy się w samodzielności w naszym mieszkaniu treningowym. Oni już pracują, będą mieli pieniądze na swoje utrzymanie. W dużej części zresztą poprzez system wsparcia dla niepełnosprawnych pracowników i firm ich zatrudniających. Ale co z osobami uszkodzonymi w takim stopniu, jak te, których rodziny protestują dziś w Sejmie? Co z Przemkiem? Oni pracować nie będą. Tamten kanał finansowania – nie dla nich.
Bez dodatkowych pieniędzy, które zapewnią pokrycie elementarnych kosztów życia, ani rodzina, ani instytucja taka jak nasza, nie będzie w stanie zorganizować na stałe opieki i wsparcia tak, by Przemek i jemu podobni mogli żyć wśród nas.
Alternatywą jest DPS. A to już kilkukrotnie większe pieniądze z publicznej kasy, na wydawanie których każdy z nas chętnie się godzi, bo ONI znikają nam z oczu.

Czy chodzi właśnie o to?