Słodkie Drzewo…

Wielki Piątek. Wróciliśmy z naszego wiejskiego kościółka, w którym śpiewano Mękę Pańską – wydarzenie przekraczające granice naszej gminy, kraju, globu i galaktyki. Ale wciąż dziejące się w tych ścianach, w tych granicach. W tych sercach.

Kogoś polityczno-religijna władza aresztuje tuż przed Świętem Paschy.

Ktoś zdradzi wcześniej wyznawane idee i dotychczasowych przyjaciół.

Za kimś będą wykrzykiwać, że znajdzie się kij… i że są tacy współobywatele, którzy zamiast liści będą wisieć.

Znajdą się tacy, którzy podburzą tłum, żeby domagał się ułaskawienia przestępcy, by zajął miejsce sprawiedliwego.
Tłum, który z satysfakcją będzie patrzył jak publicznie (medialnie) kogoś biczują i urągają mu.

To my jesteśmy jak Judasz, jak Kajfasz, Piłat i jak tamten tłum. To wszystko zdarza się dzisiaj w naszej rodzinie, w naszej pracy, na naszej ulicy, w naszym państwie i… w internecie.

To my:

Bierzemy „lewe” pieniądze.

Śpimy gdy trzeba czuwać.

Uciekamy gdy brat jest w potrzebie, unikamy gdy cierpi i umiera.

Wypieramy się przyjaciół ze strachu.

Z łatwością krzyczymy „…Ukrzyżuj!”. Umywamy ręce gdy trzeba je wyciągnąć do brata.

Ale…(to skandaliczne!) błogosławiona jest ta nasza wina, bo Pan ją wziął na siebie.
Błogosławiona Jego Męka!

„…Słodkie drzewo, słodkie gwoździe. Rozkoszny owoc nosiło.”