Jak ryba w wodzie

Jak ryba w wodzie.

„Papież Franciszek: No tak,takie jest życie, robimy, co możemy, bierzemy rzeczy takimi, jakie są, niektórych z nich unikamy, coś się uda, coś nie….
Może to powierzchowność, nie wiem. Nie wiem, jak to nazwać. Czuję się jak ryba w wodzie.(z książki: „Papież Franciszek Otwieranie Drzwi”, Dominique Wolton)

 

Życie.
Obudził mnie ból w kolanie. Dzięki Ci Boże, że się obudziłem. Mógłbym nie być. Ale, jestem, żyję – boli mnie kolano. Dziękuję!

Przygotowuję śniadanie. Gorąca kawa. Chleb jeszcze pysznie świeży. Kochane osoby przy stole. Jest dobrze.

Jadę do miasta. Zimno i ślisko. Fatalna pogoda. Spóźnię się, muszę jechać znacznie wolniej. Przed skrzyżowaniem korek, stłuczka, objazd. Niepotrzebne nerwy. Jakoś nie wyszło.

W pracy przywitania i uśmiechy, chyba mnie lubią. Dobrze udało mi się porozmawiać z Michałem, chociaż problem tak poważny. Wyszło chyba nieźle.

Trzy godziny strwoniłem przy naprawie maszyny. Nie udało się. Nie wiem dlaczego. Zmarnowany czas (?). Muszę to zgłębić.

Jadę po córkę. Lubię być w tej szkole. Mało uczniów, na ścianach ich prace – szkoła specjalna. Wita się ze mną każdy z kolegów Malwiny. To takie miłe.

Na Starym Mieście nie sposób zaparkować. Niepotrzebne nerwy. W głupi sposób poganiam nastolatkę. Wstyd mi. Znów się nie udało.

Ależ mamy piękną podróż do domu. Malwina tak naturalnie wybacza moje słabości. Rozumiemy się ‚w pół słowa’.

Krótki przegląd internetu. Znów ktoś, od kogo zależy wiele, wykazał się niekompetencją, arogancją i brakiem empatii. Może chociaż chciał dobrze?

Wszyscy w domu. Hałas i zamęt. Ciekawe rozmowy o minionym dniu. Lekkie kłótnie i dużo radości. Przy kolacji 10 osób.

Do późnej nocy siedzę nad mailami. Tylu ludzi. Tyle spraw. Coś się komplikuje, coś się rozwiązuje. Większość spraw toczy się swoim trybem bez naszego udziału.

Coś się udaje, coś nie… Życie. Czuję się w moim życiu jak ryba w wodzie!

Boże, dziękuję Ci!