Polska Pasterka 2017

…W krokach Józefa i Maryi kryje się wiele kroków. Widzimy ślady całych rodzin, które teraz czują się zmuszone do wyruszenia w drogę. Widzimy ślady milionów ludzi, którzy nie chcą uciekać, ale są zmuszeni do oddzielenia się od swoich bliskich, są wydaleni ze swej ziemi. W wielu przypadkach to wyruszenie jest pełne nadziei, pełne przyszłości; w wielu innych przypadkach to wyruszenie w drogę ma tylko jedno imię: przetrwanie. …” (Ojciec Święty Franciszek – Pasterka 2017)

W trakcie rozmów, dyskusji i sporów w przeciągu ostatnich tygodni zauważyłem, że wielu z nas – chrześcijan, uległo mamiącemu blaskowi polityki, która twierdzi, że ułoży nam życie w idealny sposób, zapewniając dobrobyt i bezpieczeństwo. Tak cenne wartości nie są jednak za darmo. Czy ceną za nie musi być rozluźnienie naszej wierności ewangelii? Nie. Ewangelii można pozostać wiernym w każdej sytuacji, to kwestia ciągłego, codziennego wyboru.
Wybrani przez obywateli politycy nie muszą być przecież chrześcijanami. Mogą z nieznanych nam w istocie powodów zdecydować, że nie przyjmiemy żadnego wygnańca z kraju ogarniętego wojną. Żadnego potrzebującego pomocy i schronienia, jeżeli jest osobą spoza naszej wspólnoty, spoza ‚naszego plemienia’. Trudno, takie mają możliwości. Ale ta sytuacja, nie zwalnia nas chrześcijan, od pielęgnowania gotowości na przyjęcie do naszych domów i wspólnot sióstr i braci w potrzebie, również tych spoza ‚naszego plemienia’.

Ewangeliczna przypowieść o miłosiernym Samarytaninie nie jest tylko opowieścią o miłosierdziu. Miłosierdzie jest tutaj ilustracją do odpowiedzi na pytanie, które zadano Jezusowi: „Któż jest moim bliźnim?”(Łk.10,29) Do tej pory bowiem jako bliźniego traktowano wyłącznie członka własnego plemienia. Od czasu Jezusa ma być inaczej. „Byłem obcy, a przyjęliście mnie.”(Mt.25,35) Taka postawa stała się jednym z filarów Królestwa Bożego, które mamy zadanie budować.

Według Ojca Świętego Franciszka, odżegnywanie się od braterstwa z człowiekiem, który urodził się poza ‚moim plemieniem’, jest innej narodowości, czy wyznaje inną religię, to po prostu pogaństwo. Papież mówił to wielokrotnie, zdecydowanie go popieram.
Grupy wewnątrz których jesteśmy gotowi doszukiwać się braterskich więzi, stają się coraz mniej liczne. A przecież naszym zadaniem jest chrześcijaństwo rozszerzać! Czy rzeczywiście zamykając się przed najróżniejszymi „obcymi” nadal pozostajemy chrześcijanami?

Przyjęcie drugiego człowieka, obcego – brata, zawsze wiąże się z ryzykiem.
Maryli Cuthbert z „Ani z Zielonego Wzgórza” L.M. Montgomery, życzliwe sąsiadki szczerze wybijały z głowy przyjęcie do rodziny obcego dziecka. „Zatruje ci studnię! – mówiły.
W mojej dość licznej przecież rodzinie, próżno szukać jakichś biologicznych powiązań. Nikt tu raczej nie jest spokrewniony, a stan ten jeszcze się wkrótce pogłębi.
Czy to oznacza, że nie możemy żyć jak bracia i siostry „znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem”?(Kol.3,13)

Wiadomo, nie jest łatwo, ale otwartość na innych ma przecież wyróżniać chrześcijan i chrześcijańskie wspólnoty. Jakoś bardziej oczywiste powinno to być dla nas – ‚rzymskich katolików’. Wszak papież Franciszek – głowa naszego Kościoła, o tej gotowości i otwartości mówi wprost. Zawsze i przy każdej okazji.
Franciszek wie, że jeżeli chrześcijanie bezrefleksyjnie uwierzą odległym od ewangelii słowom i decyzjom polityków i będą głosić tę swoją wiarę w naszych wspólnotach, to Kościół zapłaci za to ogromną cenę. Nie raz już taki, brzemienny w skutki konflikt, miał miejsce w historii Kościoła, w wielu krajach. Czy musi zdarzyć się i tutaj, w Polsce?