Taize
Taize to nowe, szersze spojrzenie na Kościół. To powiew świeżego powietrza i przestrzeń ogarniająca wszystkich chrześcijan, bez wyjątku. Zresztą nie tylko chrześcijan. Gościnność Braci, jeden z filarów życia monastycznego (jak wspomniał br. Marek) przejawia się nie tylko w regularnym przyjmowaniu tysięcy młodych ludzi na tygodniowe turnusy. To także dłuższe pobyty osób szukających drogi do Boga i swojego miejsca w Kościele. To na pracy i aktywności wolontariuszy („permanentów”) opiera się głównie funkcjonowanie tego wielkiego „domu rekolekcyjnego”. W Taize znalazła również schronienie sześcioosobowa rodzina z ogarniętej wojną Syrii. Ośmiu młodym Afrykanom z Sudanu, Sudanu Południowego, Erytrei i Somalii Bracia oddali jeden z domów. Żyją w nim zgodnie chrześcijanie i muzułmanie.
Wokoło prostota i skromność, ceramika i drewno. Żadnego nadmiaru. Naczynia liturgiczne są z ceramiki. Pojazdy używane przez Braci, po prostu – jeżdżą, nic ponadto.
Na dźwięk dzwonów cała okolica zmierza do centrum – do kościoła, otaczając Braci, którzy wpływają do wnętrza w białych habitach i zajmują miejsca pośrodku zgromadzenia. I tak trzykrotnie, każdego dnia. Wspólny śpiew, czytanie Pisma Św., modlitwa, cisza. Ten rytm tak wchodzi w krew, że bardzo go brakuje po wyjeździe.
Nadal mam przed oczami te obrazy:
- Wspólny obiad ze wszystkimi Braćmi, skromny, jak wszystko tutaj.
- Malwina z trudem odrywana od adoracji ikony krzyża każdego wieczora, podobnie jak jej przyjaciele z Arki.
- Jean Vanier, który z zapałem mówi o codziennym życiu tak, jakby recytował poezję.
- Pracownia Brata Guilleme i jego papierkowe obrazy.
- Dziesiątki par oczu młodych ludzi wpatrzonych w Jankę, gdy opowiadała o tym co robi PAH.
- Nasz 'workshop’ wspólnie z Malwiną, Hugues i czarnoskórym chłopakiem z Paryża.
- Agata zanurzająca słuchaczy w hebrajski tekst Biblii.
- Abdulsattar kaligrafujący pędzelkiem arabskie litery.
- Codzienna msza św. wcześnie rano.
- Wszystkie chwile z Markiem i Wojtkiem.
- Śniadanie z koptyjskim księdzem i jego etiopska modlitwa.
- Biskup Grzegorz mówiący o powołaniu tak komunikatywnie, że rozumieli i ci nieznający angielskiego.
- Wspaniały, sudański obiad przygotowany specjalnie dla nas przez czterech afrykańskich „absolwentów” zlikwidowanego obozowiska w Calais.
- Pierwszy chyba w historii wózek inwalidzki w XII-wiecznej pustelni kluniackich mnichów w Berze la Ville, wciągnięty dzielnie po kilkudziesięciu stromych schodach przez bp. Grzegorza z wspomaganiem br. Wojtka.
- Kawa, lody i rozmowy w OYAK’u.
- Sobotnie śluby – przyjęcie Hendrika do Wspólnoty Braci.
- Brat Alois klęczący przy wózku Janki, gdy znaczyła krzyż na jego czole.

Dziekuje za ten tekst, dzieki ktoremu odzywaja przepiekne wspomnienia tego tygodnia. Dziekuje za Wasza obecnosc, ktora ten czas ubigacila. Jezykiem prostym jak cale Taizé wyraziles chwile, ktore jeszcze dlugo bede musiala odkrywac.