Jezus Chrystus Król
Nie będę Cię szukał Boże w huraganowym wietrze, nadchodzisz bowiem w cichym, delikatnym powiewie.
Nie będę oczekiwał Jezu, że nadjedziesz autem z kierowcą, w drogim płaszczu, bo spotkam Cię w nagim i odrzuconym.
Twoja postać malowana na wzór Bolesława Chrobrego w ogóle mnie nie przekonuje. Jakże prawdziwy jesteś odarty z szat, w koronie z ciernia, pobity i skrwawiony.
Nie-Z-Tego-Świata
Twój władczy głos to kwilenie dziecka, które wczoraj porzucono w szpitalu.
Twój pierścień to rana na palcu tureckiego więźnia.
Twoim pałacem są ruiny ostatniego szpitala w Aleppo.
Twój ogród to brudny i zimny trawnik przed posterunkiem straży granicznej w Brześciu.
Twoje berło to drąg chwycony ostatnim uściskiem przed śmiercią w morzu.
Twój kielich to wyschnięta studnia w Sudanie.
Jak puchar wznosisz pustą miskę czarnymi, chudymi rękoma.
Tutaj cię znajdę i tutaj oddam Ci chwałę przez malutki gest braterstwa, taki, na jaki tylko mnie stać.
Jezu Chryste – Królu na tronie z dwóch belek i trzech gwoździ.
