11 listopada

1-img_6056Mieszkam w pobliżu dawnej granicy, która przebiegała pomiędzy zaborczymi państwami. Większość moich sąsiadów nie zdaje sobie z tego faktu sprawy, chociaż rów graniczny jest nadal widoczny. Przed kilkoma laty postawiłem więc tablicę w miejscu, w którym granicę przecina dzisiaj asfaltowa droga. Młodzież szkolna, której opisywałem sytuację, jaka panowała tutaj przez ponad sto lat, nie bardzo wierzy, że nie można było pójść na grzyby do sąsiedniego lasu. Że w tutejszej szkole uczono po rosyjsku, w sąsiedniej po niemiecku. Jedyne przejście graniczne na moście przez rzekę, 15 kilometrów stąd (i stamtąd) nie zawsze było czynne. Przez pokolenia sąsiednie społeczności były trwale podzielone. Żyły swoimi sprawami. Pierwszą bitą drogę przez dawną granicę zbudowano dopiero w 1981(!) roku. Wcześniej jakoś nie było potrzeby. Ustalona na Kongresie Wiedeńskim w 1815 roku linia nadal służy, rozdzielając diecezje i parafie oraz sąsiadujące gminy.
Od 98 lat próbujemy zasypywać podziały, będące skutkiem realizacji interesów obcych mocarstw. Nie do końca się to udaje. Po każdych wyborach, mapa preferencji wyborczych przypomina nam o przebytej historii. Różne inne socjologiczne badania naniesione na współczesną mapę Polski, bardzo często ujawniają ten 'zaborczy’ podział.

W jaki celu to piszę? Otóż – nadal blisko jesteśmy 1918 roku. Nadal naszym zadaniem jest wprowadzanie w życie idei ojców założycieli II Rzeczypospolitej. Nadal, czując zobowiązanie wobec obrońców świeżo odzyskanej ojczyzny z 1920 roku, powinniśmy trudzić się w zasypywaniu podziałów, będących skutkiem historii sprzed setek lat. Bowiem w wielu przypadkach różnice w postrzeganiu instytucji państwa odziedziczyliśmy po XIX-wiecznej historii.

Jak to robić? Tak jak proponuje papież Franciszek, gdy mówił w szwedzkim Lund o zasypywaniu historycznych podziałów w kościele: Skupmy się na tym co nas łączy. Skupmy się na wspólnym czynieniu dzieł miłosierdzia. Na pomocy ubogim, przyjmowaniu przybyszów, opiece nad starszymi i niepełnosprawnymi, odwiedzaniu chorych i więźniów. To zawsze możemy robić wspólnie, nie trzymając się kurczowo klina, który ktoś wcześniej wbił pomiędzy nas. Wtedy przetrwamy.

…Dopóki chętnych na cokoły
nie ma zbyt wielu kandydatów,
dopóki siada się do stołu,
by łamać chleb – nie postulaty,
dopóki z sobą rozmawiamy
z szacunkiem, ciepło, szczerze, miło
a nie z bezmyślną, tępą siłą,
przetrwamy… „

(Wojciech Młynarski – „Przetrwamy” – fragment)

 

1-3_2_8