Świętych obcowanie

1-img_4099   Malwina, młoda osoba z Zespołem Downa, doświadcza jak każdy z nas trudów tego świata. Albo to co usłyszała lub ujrzała było dla niej za trudne, albo zatęskniła za czymś dla niej nieosiągalnym. W efekcie musi zapłakać. Nie sposób już utrzymać łez. Pytana, nie wyjaśnia wówczas dlaczego łzy płyną. Zamiast tego, płacząc, wspomina którąś ze zmarłych, bliskich jej osób. Raz jest to ciocia Grażynka, to znów pani Małgosia. I wtedy nadchodzi pocieszenie. Malwina się uspokaja i wraca do wcześniejszych zajęć.
Gdy ją obserwuję, widzę, że gdzieś w otoczeniu mojej córki granica oddzielająca kościół ziemski od kościoła w Domu Ojca jest cieńsza niż gdzie indziej. Że zmarłe przyjaciółki potrafią przytulić malwinkową duszę. Że dla Malwiny świętych obcowanie jest odczuwalną rzeczywistością. Na jej uczucia nie nałożyły się intelektualne kombinacje, które z czasem tłumią dziecięcą otwartość. Żywa Grażynka nie była dla Malwiny tak dostępna za życia, jak jest dzisiaj (mieszkała w innym mieście). Nie była w stanie pocieszać jej w chwilach smutku. Może teraz jest jeszcze bliższa?
I tutaj dwa wnioski: Po pierwsze (za Vanier’em), powinniśmy się uczyć od osób z intelektualną niepełnosprawnością przebywania we „wspólnocie świętych”. Po drugie, opisana wyżej obserwacja jest pocieszająca dla rodziców – mamy dużą szansę nie opuścić naszych dzieci w chwili odejścia z tego świata. Może im nie pomożemy już w codziennych zmaganiach, ale będziemy się wzajemnie kochać. Dusza przy duszy. To chyba jest najważniejsze?