O słuchaniu
W trakcie obchodów 10-tych urodzin mego wnuka, urządziłem dzieciom marsz w poszukiwaniu skarbu. Na trasie było wiele przystanków z ukrytymi instrukcjami, zagadkami i pomocniczymi przedmiotami. Dzieci pokonując szlak kierowały się głównie intuicją . Instrukcje były czytane pobieżnie i fragmentarycznie. Przeważnie kilka pierwszych słów lub jedno zdanie. Już w trakcie lektury większość uczestników rzucała się w teren brnąc w niewłaściwym kierunku, tracąc czas i energię. Z trudem dawało się ich zachęcić do wysłuchania dalszych wskazówek, które były niezbędne dla poprawnego wykonania zadania.
Odnoszę wrażenie, że wszyscy funkcjonujemy w życiu jak opisane wyżej dzieci (zauważam to przynajmniej u siebie). Nie słuchamy do końca. Podchwytujemy pierwsze słowa czy zdania wypowiadane do nas przez otaczających nas ludzi: rodziców, współmałżonka, dzieci, przyjaciół i inne osoby. Na podstawie tych słów budujemy swoje opinie o rozmówcach, a nawet podejmujemy ważne decyzje. Nie jesteśmy gotowi wysłuchać do końca. Takie fragmentaryczne słuchanie jest przyczyną wielu nieporozumień, a często i konfliktów.
Podobnie słuchamy Słowa Bożego. Wybieramy fragmenty, które rozumiemy po swojemu i które pasują do naszych wyobrażeń. Jezus zazwyczaj na początku zadaje pytanie, tak jak w dzisiejszej, niedzielnej ewangelii. Na jakim poziomie Jego odpowiedzi poprzestaniemy:
Czy na starotestamentowym opisie stworzenia człowieka?
Czy w miejscu, w którym Jezus wskazuje na więź małżonków?
Czy Tam, gdzie opowiada o zdradzie i rozstaniu?
Czy może uwaga nasza dotrwa do fragmentu o dzieciach?
Modlę się dzisiaj o to, aby z uwagą i pokorą przyjąć całe Boże Słowo i aby w całości żyło we mnie.
