Kocham Franciszka!

P1010257-001

Nie zgadzam się z tezą, że wypowiedź Ojca Św. Franciszka, zachęcająca do przyjmowania uchodźców przez wspólnoty parafialne była nieprzemyślana. Takie głosy słyszę ze strony zarówno świeckich katolików jak i kleru. Idea Franciszka jest genialna i wypływa z troski o Kościół. Jestem przekonany, że to myśl przemyślana i przemodlona. Wyraża ona to, co jest dzisiaj Kościołowi w Europie potrzebne. W szczególności Kościołowi w Polsce. To ogromna szansa na rozpoczęcie prawdziwej pracy w celu integracji wspólnot parafialnych. Przyjęcie uchodźców wymaga bowiem wielomiesięcznych przygotowań, a zgodnie z obowiązującymi procedurami dopiero po takim okresie pierwsze rodziny syryjskie pojawią się w naszych wspólnotach. Jest to dobry czas na pozbycie się lęku wobec przybyszów. Dostrzeżenie wartości w tym, że mimo wielu braków i niedogodności jesteśmy jednak w sytuacji, w której możemy posunąć się trochę na „ławce życia”, robiąc miejsce dla bliźniego.
W rozmowach ze współparafianami zauważam dużą trudność w dostrzeżeniu bliźniego w „obcym”. Bolesne słowo „obcy” pada zresztą w tych rozmowach bardzo często.
Jezus przedstawia przypowieść o miłosiernym Samarytaninie właśnie jako odpowiedź na zadane wcześniej pytanie: „Któż jest moim bliźnim?” (Łk. 10,30). Czy nadal tak jak w czasach przedchrystusowych bliźnim jest jedynie członek własnego plemienia? Jezus to pojęcie rozszerzył tak bardzo, że objął nim kogoś bardzo ówczesnemu Żydowi obcego – Samarytanina. Dziś nadarza się wielka okazja na prawdziwe spotkanie – kogo? – Bliźniego, Samarytanina, Syryjczyka, Jezusa..

W tych lękach przed „obcym” jest też zawarty lęk o utratę swojego status quo. Tak w indywidualnym, jak i ogólnospołecznym pojęciu. Lęk przed utratą dotychczasowego życia. Rzućmy się w to, bo nie pozostaniemy z tą zmianą sami: „…Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.” (Łk. 9,24).

Zróbmy to z Jego powodu!