‚Integracja’ czy ‚braterstwo’?

1-1-z-radia-pik

Motto

…Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga. (Kor 1, 26-29)

Garść danych
Malwina ma 14 lat. Czegoś tam ma więcej, taki nadmiar nazywany jest Zespołem Downa. Jest uczennicą klasy Ia Gimnazjum Specjalnego im. ks. prof. Józefa Tischnera w Toruniu. Do szkoły uczęszczają dzieci z głębszą niepełnosprawnością intelektualną – w stopniu umiarkowanym i znacznym. Każde dziecko kształcone jest według indywidualnego programu. W klasie Malwiny jest pięcioro uczniów. Malwa jest z nich najsprawniejsza. Nieźle mówi, coraz lepiej pisze i czyta. Przyjaźni się ze swymi koleżankami i kolegami, pomaga im, często jest ich głosem i słuchem. Trochę rządzi.

Rówieśnicy
Wielu rodziców, którzy zdecydowali się posłać swoje dzieci do klas integracyjnych w szkołach powszechnych, widzi ich samotność i wyłączenie z głównego nurtu życia klasy. Integracja w polskim wydaniu sprawdza się w trzech pierwszych klasach szkoły podstawowej, później jednak tworzy się coraz większy dystans pomiędzy światem dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, a ich koleżankami i kolegami w tzw. intelektualnej normie. Nie jest tak, że do Malwinki nie dociera wiedza o współczesnym świecie. Przeciwnie, dużo o nim wie. Wiedza ta jednak koncentruje się na relacjach pomiędzy ludźmi i to nie na poziomie fecebook-owych czy SMS-owych informacji, ale na poziomie uczuć i emocji. Interesuje ją głównie czy ludzie się przyjaźnią, czy się kochają, jakie są między nimi więzi rodzinne itp. Tę słabą przystawalność dwóch światów widzimy czasem gdy odwiedzają nas rówieśnicy Malwiny, wychowankowie jej mamy, którzy w przeszłości chodzili z Malwiną do przedszkola w naszej wsi. Malwa przysłuchuje się ich rozmowom, opowieściom o wydarzeniach w gimnazjum, ale w rozmowie nie uczestniczy, odbywa się ona zresztą w zbyt szybkim tempie. Nową wiedzę o życiu swoich dawnych koleżanek i kolegów (których wszystkie imiona pamięta) przekaże za chwilę najbliższym, wirtualnym przyjaciołom, którzy są przy niej zawsze i dobrze ja rozumieją. Z tych rozmów i my dowiadujemy się trochę o jej pięknym świecie.

Integracja?
Trudno się dziwić, że większość młodzieży nie jest w stanie kontaktować się ze swymi niepełnosprawnymi kolegami i koleżankami. Ich życie pędzi do przodu w tempie zatrważającym. Ilość informacji, jakie przetwarzają przy użyciu komputerów i smartfonów potrafi zająć całą przestrzeń intelektu i ducha. Zatrzymanie się na chwilę na rozmowie z człowiekiem, który nie jest w stanie tak wielu informacji w tak krótkim czasie przetworzyć mogłoby dać chwilę wytchnienia. Niestety, nie ma jak na co dzień takich kontaktów praktykować, ponieważ młodzież mniej i bardziej sprawna tworzy oddzielne, niestykające się ze sobą środowiska, wskutek tego rzadko widzi się osoby z niepełnosprawnością w szkole, kościele, czy na ulicy.
Dostrzeżenie piękna, które wypełnia te osoby wymaga zatrzymania się i chwili refleksji. Nie jest to piękno z innego świata, przeciwnie, pozbawione wielu często niepotrzebnych dodatków uosabia najbardziej “ludzkie” piękno człowieka. Zawiera w sobie, w lepiej widocznej formie, nasze podobieństwo do Stwórcy. Są ludzie, którzy zachwycili się tym pięknem i to odmieniło ich życie. Tak jak Marta, która jako 13-letnia wolontariuszka zjawiła się w naszym domu, aby raz w tygodniu pomagać w ćwiczeniach z Malwiną. Została jej przyjaciółką i jest nią do dzisiaj. Wśród licznych obowiązków (Marta jest obecnie członkiem zarządu fundacji i kieruje projektami zatrudnienia wspomaganego) znajduje czas, aby co tydzień spędzić z Malwiną kilka godzin.

Wspólnota
Osoby z niepełnosprawnością intelektualną w przeszłości były marginalizowane, ale i teraz nie widać, aby powszechnie uczestniczyły w życiu społeczeństwa. Z jednej strony jest to skutkiem obaw rodziców tych osób, ale z drugiej lęku przed kontaktem ze strony sprawniejszej części społeczeństwa, lęku wynikającego z nieznajomości osób niepełnosprawnych oraz ich sposobu bycia, komunikowania się i oczekiwań w stosunku do otoczenia. Z tego powodu sensowne jest oczywiście organizowanie wspólnych (integracyjnych) spotkań, w których sprawna młodzież uczestniczy najczęściej z poczucia obowiązku lub przymuszona przez opiekunów. Skutkiem takich spotkań jest bowiem bliższe poznanie tych słabszych członków naszych wspólnot. Łatwiej jest później z takimi kolegami czy koleżankami bawić się, pracować czy wspólnie uczestniczyć we mszy św. Wzajemne kontakty dają wreszcie szansę na powstanie prawdziwych przyjaźni, opartych na autentycznym pokochaniu słabszego brata czy siostry.
Jean Vanier, twórca Arki, ruchu tworzącego wspólnoty, w których osoby z niepełnosprawnością intelektualną dzielą życie ze sprawnymi współmieszkańcami, tak przedstawia wagę problemu: “…Dwa największe skandale, które sprawiają, że serce Boga płacze, to odrzucenie najsłabszych i podzielone chrześcijaństwo. Przez wieki Kościoły odrzucały ludzi z upośledzeniem umysłowym. Chciały ludzi silnych, ludzi czynu, działania. Nie zauważyły, że w Kościele najwięcej mogą zdziałać ci, którzy »nie potrafią działać «. Dla osób z upośledzeniem podziały w łonie chrześcijaństwa są czymś niezrozumiałym. Ten ich »brak rozumienia « jest dla Kościołów wielkim darem”.

Wnioski
Nie załamujmy więc rąk nad faktem, że osoby z niepełnosprawnością intelektualną, np. z Zespołem Downa jak Malwina, na naszych zgromadzeniach liturgicznych czy rekolekcjach nie są otoczone gronem rówieśników. One często mniej potrzebują kontaktu niż ich sprawniejsi koledzy i koleżanki. To my, ta silniejsza część naszych wspólnot nie wykorzystujemy szansy jaką daje nam ich obecność pośród nas. Szansy na prawdziwe, głębokie zachwycenie się siostrą lub bratem, którzy mają w sobie gotowość do bezwarunkowego odwzajemnienia przyjaźni, tak jak Jezus, którego zdecydowaliśmy się kochać.