Jedna suknia i sandały

figure4_75

Wśród wielu ważnych słów Jezusa z dzisiejszej ewangelii, jakoś bardziej przykuł moją uwagę następujący fragment: „…Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien…”. Może dlatego, że jestem po lekturze ostatniej papieskiej encykliki? Wiem, mamy chłodniejszy klimat i potrzeby co do ubioru inne. Ale nadal aktualne jest pytanie: Ile trzeba mieć ubrań, żeby w miarę komfortowo żyć?
Oczywiście, ruch w interesie nakręca moda, ale czy ona tak szybko się zmienia? W galeriach handlowych dominują sklepy z ubraniami. (Swoją drogą do niedawna broniłem się przed łączeniem słowa „galeria” ze słowem „handel”, ale jak widać uległem). Z każdym z tych „ciuchów” związana jest energia potrzebna na wyprodukowanie materiałów, na przetworzenie ich, na transport (najczęściej bardzo daleki) i wreszcie na utylizację śmieci, jakimi ubrania zbyt szybko się stają. W skali strojów na polskich ramionach mogą to być tysiące megawatogodzin rocznie. Co z tego, że środowiskowe skutki wytworzenia tej energii obciążają w większości kraje Dalekiego Wschodu. Franciszek wskazuje na odpowiedzialność każdego za globalne skutki nadużywania zasobów Ziemi. Ile więc nam potrzeba tych ewangelicznych „sukien”?
Chciałem teraz przejść do obuwia („sandały”), ale uświadomiłem sobie, że w najbliższej mojej rodzinie są osoby, które mają w szafach po trzydzieści kilka par butów. Nie, nie będę więc teraz o tym pisał, bo nie wiem, czy to wyjątek, czy reguła. Muszę zgłębić problem.